aicho au
kwiecień 25, 2008
Nieźle musieli się nasiedzieć przy montażu.
wiosna, czy co…
kwiecień 19, 2008
…bo nie wygląda mi na wiosnę za bardzo.
Szczególnie, że czuję się jak w listopadowe popołudnie, gdy nic ciekawego nie zapodają w telewizji, a do wyjścia na spacer nie zmusi cię nawet pistolet przy skroni. Jakieś do dupy to wszystko. Muszę chyba częściej pisywać na blogu, żeby porównywać samopoczucie o różnych porach roku. Chociaż z drugiej strony okaże się pewnie, że potrzebuję leków na receptę z niebieskim paskiem. Nawet kilogram m&msów nie pomógł przez ten weekend. Pewnie jeszcze przegram całe 25 funtów, które postawiłem na Calzaghe w dzisiejszej walce i Kubicę w jutrzejszym GP w Hiszpanii.
Eddie Murphy to ma życie. Siedzi sobie w basenie, a dwie panie topless szorują mu plecy. Jeszcze mu pewnie za to płacą. Bastardo.
A link na dzisiejszy wieczór to enoughsenoug.org.
A ja siedzę i siedzę i siedzę…
kwiecień 13, 2008
i patrzę jak Lel biegnie London Marathon na 2.05cośtam (a w tle wywiad z gościem, który biegnie mimo 101 lat na karku) i 72 letnia pani wali na stopa dookoła świata.
Paskudny dobrobyt. Wczoraj zapełniliśmy popołudnie (po całe 2 i pół godziny) seansem ‘Into the wild’. I film- mimo, że nieco kiczowaty (czego po produkcjach USA należy się spodziewać prawie zawsze)- całkiem nam się spodobał. Ewa nawet płakała (choć nie jest to raczej miernikiem niczego- płakała też na ‘Epoce lodowcowej’).
Muszę chyba wyjść na spacer, dotlenić się przed ośmioma godzinami pracy (od 22.00 w niedzielę do 06.00 w poniedziałek rano- witamy w Wielkiej Brytanii).
Serce z krakersów…
kwiecień 9, 2008
…czyli dziesięciomiesięcznica zaślubin.
Ewa uwielbia świętować różne okazje i wcale nie ogranicza się do pełnych lat- jak większość tej nudnej ludzkości. Dlatego dzisiaj, gdy o czternastej szesnaście stanąłem w progu- pierwsze co zobaczyłem to list na kominku. potem drugi na stole (zastawionym zresztą świątecznym porcelanowym zestawem, który kupiłem w wigilię wigilii Bożego Narodzenia- paskudnie wtedy lało)- a do tego ugotowana zupka, zrobione zakupy i zebrane pranie. W liście (tym ze stołu) oprócz banalnego ‘kocham Cię’ i kilku innych zapewnień (które tak na marginesie bardzo mi się podobały) informacja o winie w lodówce i przekąsce na czas przed Jej przyjściem.
Zajrzałem więc do lodówki- a tam na talerzu, półkę wyżej od wczorajszego curry z kury- serce z krakersów ułożone. W środku serca na dodatek soft serek (full fat- taki jak lubię*)- żeby na krakersiki go nakładać. Moja żona jest the best (i ona nawet tego nie czyta, więc to nie jest podlizywanie się). Siedzę zatem na naszej wypierdzianej- choć zaledwie 8 months old- kanapie i chrupię krakersy. Cóż za… (zangielszczyłem się strasznie, bo trudno mi znaleźć odpowiednik dla słowa lovely) rozkoszne popołudnie.
Dziękuję za uwagę.
*a co do serków full fat- wszystko w wersji pierwotnej jest najlepsze moim skromnym zdaniem. Najlepsza jest zawsze pierwsza odpowiedź. Najlepsza jest kawa świeżo zmielona. Najlepsze truskawki prosto z krzaka i jajo prosto od kury. Ludzie za dużo kombinują- proste rzeczy mają najwięcej uroku. Tylko nie każcie mi pić mleka prosto od krowy.
Fila Brazillia, 7 rano i zakupy w tesco
październik 26, 2007
Po raz pierwszy zakupy w tesco sprawiły mi przyjemność. Megamarket, siódma rano, zero ludzi, pełne półki, puste kasy, pachnące pieczywo i zero gapiów przed ścianą z ekranami LCD. Nawet na stacji benzynowej nie było kolejki.
Fila Brazillia przygrywa a ja spełniam obowiązki pana domu, czyli myję naczynia i piorę gacie. Weekend zapowiada się telewizyjnie i filmowo, bo pożyczamy nowy tv. Nasz 21 calowy bożek niestety padł a paragonów z gwarancją nie mamy w zwyczaju przechowywać. A tak wogóle to mamy straszne zaległości filmowe. Jutro to nawet może podgonimy trochę z książkami, które gapią się na nas z regału. 3 i pół dnia wolnego w końcu. Ma się tą zajebistą pracę, nie?
NIE!
2 hours and ticking
październik 25, 2007
Ostatnia zmiana w moim czterodniowym tygodniu pracy. W Perkins Shibaura zapowiadają zmiany od przyszłego sezonu- jak trzy 13,5 godzinne rundy pracy i 5 dni wolnego po tym. Po takich 3 zmianach to będziemy potrzebowali jakiegoś urlopu na Costa del sol a nie tylko wolnego.
Jutro lecę pobiegać, bo przez dwa dni się zaniedbałem- głównie z powodu przeziębienia.
Drugi dzień oglądam po kolei wszystkie odcinki Mayday i Seconds from disaster. Teraz w końcu zacznę się bać latania z Ryanair- chociaż niby mają najmłodszą flotę w Europie. Poza tym wkońcu chyba zamienię moje uzbierane airmiles i na wiosnę wybierzemy się na Sycylię albo w inne z miejsc o których cięgle rozmawiamy a nic z tego nie wychodzi.
Pora przygotować się do ostatniej zmiany. Do pracy rodacy.
Słońce wstało- tydzień męki zacząć czas.
październik 22, 2007
Musimy mieć dom, kuchnię i ogród. I hamak.
Bezsensowne jest takie życie. Pewnie to wina przeziębienia i miałem już nie dołować, ale czasem wystarczyłoby jedno słowo- jedziemy. Wyszedłbym nie zamykając drzwi i wrócił. Bo wszędzie trawa jest taka sama a w domu może nawet zieleńsza. Pieprzone wschody i zachody słońca. Mógłbym teraz być na promie i dobijać do Calais. A le pewnie miną lata aż zrobimy ten krok- i tego boję się najbardziej.

Bright Eyes polecam na takie dni. Kuba- żyj kurwa.
Szkita
październik 17, 2007
Od biegania odpoczywam z powodu kontuzji- jutro może truchcik.
Telewizor nam się zje…psuł i chyba nie będziemy go naprawiać, tylko znowu zaprzedamy się diabłu, popracujemy kilka weekendów i kupimy nowy, ładny, płaski i taki, co do Polski zabierzemy, gdy już będziemy stąd uciekać (czyli daj Bóg jaknajszybciej). Poza tym jacyś tacy do dupy jesteśmy. I założę się, że gdybym przejrzał wszystkie porzucone blogi to co roku w przeszłości miałem ten sam problem jesienią. I nawet sis mnie nie pocieszy tym rozgarnianiem liści w parku itepe. Ogólnie jest zjebanie, ale znajdę w tym sens jakiś. Muszę. Może to bieganie coś pomoże. Bo biegać będę i basta, tylko jeszcze nie wiem czy mi to pomoże.
A w przyszłym roku pobiegę w pierwszym Bupa 10k w stolicy a co!
A wszystkie bzdury będą chyba o tu.
Piątek weekendu początek a tak naprawdę to sobota.
październik 13, 2007
Ewa na dwudniowej wizycie w Rzeczpospolitej, ale na szczęście wraca dziś i już nie będzie głupio samemu zasypiać. Na przyjazd żony szykuję poodkurzany dywan, wypraną bieliznę i obiad, którego jeszcze nie wymyśliłem.
Póki co siedzę i patrzę na naszejklasie co najlepszego nasze koleżanki porobiły ze swoim życiem. Wyglądają jak ch zmęczone życiem matki conajmniej. Całe szczęście, że my jeszcze tacy młodzi i piękni;)
Idę pobiegać, bo to chyba na poważnie coś z tym bieganiem. Wczoraj przebiegłem ponad piątkę i nawet czerpałem z tego przyjemność.
first one
październik 10, 2007
Wlasnie przebieglem 5km. I jestem z siebie dumny.
A wszystkie biegi zapisuję o tu.


