Waiting on the wind
wrzesień 29, 2007
Frajdej.
wrzesień 28, 2007
Zabieram naszą kołdrę w rozmiarze king size, która ucierpiała podczas ostatniej mega popijawy i jadę do pralni.
A pogania mnie Shit Song Kate Nash…
Gdzieś przed północą.
wrzesień 27, 2007
Na kanapie pod kocem.
Po pracy, prysznicu i rozpuszczalnej witaminie C (1000mg, czyli ulubionej przez wszystkie tygrysy), jestem w internecie- tam gdzie sie dobrze czułem kilka lat temu. Ale pozmieniało się, chociaż wcale nie chcemy się zmieniać. To chyba naprawdę kryzys jakiś. Po tych urodzinach; ćwierć wieku to niemało wkońcu.
I rodzice mają rację się okazuje, że w życiu jest pod górkę w większości sytuacji. A z górki to jest dopiero, gdy nie musisz sobie nic udowadniać.
I tak sobie myślę, że jeszcze cholernie długa droga przed nami.
…
wrzesień 27, 2007
4h szkolenia i 5pracy
Apotem pocałujcie mnie w dupę- mam 3 dni weekendu. Będę zmulał się w domu, robił nieprzemyślane zakupy, bawił się latwacem i nie, nie będę pił. Dopiero za tydzien. Takie postanowienie. Chociaż weekend nudny jest bez alkoholu. Jakoś to będzie.
I czego mi brakuje…
Zimy w polsce, własnej kuchni z piecykiem kaflowym, której nigdy nie mieliśmy, ale mieć będziemy. Pary unoszącej się znad kubka kawy i lampki wina o 6 rano. Zabawy z naszym labradorem i wygłupów na śniegu. I zabieganego tygodnia, gdy tylko ja wiem, co robię. I popołudniowego piwa pod czereśnią lub orzechem z ojcem, który ciągle narzeka na swoich pracowników, ale z pasją opowiada o swoim dniu.
Po co mi ten stół na 12 osób w zupełnie pustym mieszkaniu i coffee table, gdy nigdy nie mam czasu na spokojną kawę i nowe siedzisko z rattanu, które tylko ładnie wygląda; i nowa dzielnica, gdzie nie znam i nie chcę znać nikogo, bo nikt tak naprawdę nie chce znać ciebie.
Obudź się człowieku.
Mrrrr
wrzesień 25, 2007
10 rano. Patrzę, jak Pete Burns udaje złą żonę w celebrity wife swap; a w przerywnikach zerkam na denne amerykańskie komedie.
Strasznie potrzebuję stymulacji. Pluszzzz active i garść witamin dla facetów po 40tce. Przekwitam chyba za wcześnie trochę. Flickr jest zajebisty i nawet konto założyłem, bo webowa picasa i inne sony albo mi się nudzą, albo padają.
Nie robiłem dzisiaj joggingu, bo humor nie ten i pracuję popołudniami; wracam więc po 23ciej i kładę się spać. Zombie.
Zajadam Wasa Knackis, które kupiliśmy w Ikea, bo mają 11% błonnika pokarmowego, co znaczy mniej więcej tyle, że dobrze się po tym sra. Nie odsłaniam żaluzji i udaję, że mam jeszcze dużo czasu, zanim zacznę pracę.
Codziennie zostawiamy sobie żółte karteczki z notatkami. Wszędzie. Na lustrze, oparciu łóżka, stoliku albo korkowej tablicy w kuchni. Kochamy się, ale mamy siebie za mało. Błędne koło, które obraca się z roku na rok i nie sposób go zatrzymać i wyjść. Chcemy wracać do kraju. Nic dla nas tu nie ma. Bo nie potrzebujemy nowego audi a4, ani ekranu plazmowego na ścianie. Chcemy świeże bółki (bułki) z rana i pachnącą kawę w zimowy poranek.
Tylko czy będziemy potrafili tam wrócić? Nonapewno.
Dwie sprawy.
wrzesień 24, 2007
Pierwsza- idę do pracy na popołudnie.
Druga sprawa to deszcz. Zaczęła się jebana jesień. Do zobaczenia w kwietniu.
NO, CHYBA PORA.
wrzesień 14, 2007
ćwierć wieku…
Jutro do jasnej cholery kończę ćwierć wieku. Ja pierdolę, to chyba niedobrze. Podsumowanie nie wypada najsłodziej. Nie mam własnej firmy, nie wybudowałem jeszcze domu itd. Jednym słowem od niedzieli zmiany. Jutro obiecana popijawa. Zapowiada się spora grupka gości i chyba znowu będzie ostro.
Aha, genialne Perkins Shibaura Engines ma dla mnie świetny prezent na urodziny. A dokładnie mówiąc osiem prezentów. TAK! OSIEM PREZENTóW… czyli dłuuugich, męczących i nie na miejscu nadgodzin (zaczynając o szóstej rano- W MOJE 25-te URODZINY). Dziękuję Wam moi wspaniali przełożeni- wytapetowane angielski mordy, krawaciarze, japońskie cipy z importu i szefowie Caterpillar Inc.
Poza tym, moja żona jest jedyną osobą na świecie, która czuje klimat. Dlatego dziś, wracając z pracy, zastałem kolorowe napisy ‘HAPPY BIRTHDAY’ w oknach, masę balonów i tort z 25cioma świeczkami. Odlot.
P.S. To logo ‘London 2012‘ jest naprawdę do dupy.
Kolejna runda
wrzesień 9, 2007
Czyli po weekendzie.
Nuda. Mieliśmy chyba męczący tydzień last week, bo nic ciekawego nie zrobiliśmy. Jedyne ciekawe trzy godziny to dalekowschodni lunch w Gourmet Plaza, czyli bufet za 10.99 i kilka lampek białego wina. Poza tym poznaliśmy całe spektrum programowe telewizji BBC. Nawet latawiec sobie nie polatał. Całe szczęście witr się wzmaga i jutro o 13.30 będę mół w spokoju wyjść się pobawić.
Aha, od dziś mój ulubiony serial to Jack Osbourne- Adrenaline Junkie. Na ITV2 leci trzecia seria, a pierwszą zamówiłem sobie z Amazona . Całkiem tanio, bo za 5.30 z przesyłką.
Poza tym na jutro do pracy żona zrobiła mi mielone. To chyba na trzymiesięcznicę ślubu.
Aha. Przez cały weekend nie wypiłem ani kieliszka wódki. Tato zawsze mówił, żeby szczepić się regularnie, więc za tydzień musi być popijawa.
Trzy dni wolnego, a tak dla ścisłości to dwa i pół.
wrzesień 7, 2007
Usmażyłem naleśniki. Po cholerę ja się tak ścieram?
Znowu nie ma wiatru. Gdyby ktoś naprawdę czytał tego bloga oprócz mnie- nie uwierzyłby, że mieszkam w UK. A tak poważnie, to chyba przez tą zmianę klimatu w Rutland jest non stop 9 węzłów, czyli jakieś sześć do pełni szczęścia…
A tak poważnie mówiąc to zastanawiam się nad opcjami, jakie mam na nadchodzące kilkadziesiąt godzin szczęścia. Czy udawać sportsmena (takiego wesołego faceta z reklamy rightguard), czy pójść na łatwiznę i tradycyjnie żłopać wódę cały weekend? Już zrobiłem kilka dobrych uczynków dzisiaj, więc chyba pora się zeszmacić, tylko nie bardzo jest z kim. A picie bez publiki jakoś mnie nie odstresowuje. Wręcz przeciwnie- nerwowy się robię i na drugi dzień nie chce mi się podnieść z łóżka moich zwłok.
Lepiej niech zacznie wiać, bo źle się to skończy dla wszystkich (a dla mnie for sure).
Nie ma wiatru.
wrzesień 6, 2007
Ani ochoty nie mam. Siły raczej. Dziwna zmiana w pracy mnie wykańcza. Wracam do domu o 23ciej i o niczym innym nie marze, oprócz ciepłej kołdry, zimnej poduszki i dziesięciu godzinach snu. Postanawiam jednak, że podczas porannej zmiany, gdy wracam do domu o 13tej- będę więcej czasu poświęcał sobie. Wyjdę na latawiec, albo przeczytam książkę, gdyby unfortunatelly nie było wiatru.
Poza tym zastanawiam się nad dobrym i tanim (tanim, tanim, tanim) latawcem. Ostatnio przeleciał mi przez myśl HQ Beamer TSR i chyba pójdę w jego stronę. Radsails Eolo już dawno wybiłem sobie z głowy, bo podobno mało z nimi zabawy.
Szukam jakiegoś poradnika z akrobacjami na latawcu sportowym. Ciężko znaleźć coś dobrego w necie. Może trzebaby coś takiego stworzyć? Tylko ja absolutnie nie chcę się już bawić w programistę. Za stary chyba jestem.
6 węzłów za oknem. Pora chyba na książkę.
Aha, jakby kogoś interesowały podstawy (same podstawy) power kite’a to znalazłem coś takiego. Niestety Embedding disabled by request, więc wejdźcie sobie sami: tutaj! Są tego 2 części.



