Po raz pierwszy zakupy w tesco sprawiły mi przyjemność. Megamarket, siódma rano, zero ludzi, pełne półki, puste kasy, pachnące pieczywo i zero gapiów przed ścianą z ekranami LCD. Nawet na stacji benzynowej nie było kolejki.

Fila Brazillia przygrywa a ja spełniam obowiązki pana domu, czyli myję naczynia i piorę gacie. Weekend zapowiada się telewizyjnie i filmowo, bo pożyczamy nowy tv. Nasz 21 calowy bożek niestety padł a paragonów z gwarancją nie mamy w zwyczaju przechowywać. A tak wogóle to mamy straszne zaległości filmowe. Jutro to nawet może podgonimy trochę z książkami, które gapią się na nas z regału. 3 i pół dnia wolnego w końcu. Ma się tą zajebistą pracę, nie?

NIE!

2 hours and ticking

październik 25, 2007

Ostatnia zmiana w moim czterodniowym tygodniu pracy. W Perkins Shibaura zapowiadają zmiany od przyszłego sezonu- jak trzy 13,5 godzinne rundy pracy i 5 dni wolnego po tym. Po takich 3 zmianach to będziemy potrzebowali jakiegoś urlopu na Costa del sol a nie tylko wolnego.

Jutro lecę pobiegać, bo przez dwa dni się zaniedbałem- głównie z powodu przeziębienia.

Drugi dzień oglądam po kolei wszystkie odcinki Mayday i Seconds from disaster. Teraz w końcu zacznę się bać latania z Ryanair- chociaż niby mają najmłodszą flotę w Europie. Poza tym wkońcu chyba zamienię moje uzbierane airmiles i na wiosnę wybierzemy się na Sycylię albo w inne z miejsc o których cięgle rozmawiamy a nic z tego nie wychodzi.

Pora przygotować się do ostatniej zmiany. Do pracy rodacy.

Musimy mieć dom, kuchnię i ogród. I hamak.

Bezsensowne jest takie życie. Pewnie to wina przeziębienia i miałem już nie dołować, ale czasem wystarczyłoby jedno słowo- jedziemy. Wyszedłbym nie zamykając drzwi i wrócił. Bo wszędzie trawa jest taka sama a w domu może nawet zieleńsza. Pieprzone wschody i zachody słońca. Mógłbym teraz być na promie i dobijać do Calais. A le pewnie miną lata aż zrobimy ten krok- i tego boję się najbardziej.

fuckin sun again

Bright Eyes polecam na takie dni. Kuba- żyj kurwa.

Szkita

październik 17, 2007

Od biegania odpoczywam z powodu kontuzji- jutro może truchcik.

Telewizor nam się zje…psuł i chyba nie będziemy go naprawiać, tylko znowu zaprzedamy się diabłu, popracujemy kilka weekendów i kupimy nowy, ładny, płaski i taki, co do Polski zabierzemy, gdy już będziemy stąd uciekać (czyli daj Bóg jaknajszybciej). Poza tym jacyś tacy do dupy jesteśmy. I założę się, że gdybym przejrzał wszystkie porzucone blogi to co roku w przeszłości miałem ten sam problem jesienią. I nawet sis mnie nie pocieszy tym rozgarnianiem liści w parku itepe. Ogólnie jest zjebanie, ale znajdę w tym sens jakiś. Muszę. Może to bieganie coś pomoże. Bo biegać będę i basta, tylko jeszcze nie wiem czy mi to pomoże.

A w przyszłym roku pobiegę w pierwszym Bupa 10k w stolicy a co!

A wszystkie bzdury będą chyba o tu.

Ewa na dwudniowej wizycie w Rzeczpospolitej, ale na szczęście wraca dziś i już nie będzie głupio samemu zasypiać. Na przyjazd żony szykuję poodkurzany dywan, wypraną bieliznę i obiad, którego jeszcze nie wymyśliłem.

Póki co siedzę i patrzę na naszejklasie co najlepszego nasze koleżanki porobiły ze swoim życiem. Wyglądają jak ch zmęczone życiem matki conajmniej. Całe szczęście, że my jeszcze tacy młodzi i piękni ;)

Idę pobiegać, bo to chyba na poważnie coś z tym bieganiem. Wczoraj przebiegłem ponad piątkę i nawet czerpałem z tego przyjemność.

first one

październik 10, 2007

Wlasnie przebieglem 5km. I jestem z siebie dumny.

A wszystkie biegi zapisuję o tu.