Serce z krakersów…
kwiecień 9, 2008
…czyli dziesięciomiesięcznica zaślubin.
Ewa uwielbia świętować różne okazje i wcale nie ogranicza się do pełnych lat- jak większość tej nudnej ludzkości. Dlatego dzisiaj, gdy o czternastej szesnaście stanąłem w progu- pierwsze co zobaczyłem to list na kominku. potem drugi na stole (zastawionym zresztą świątecznym porcelanowym zestawem, który kupiłem w wigilię wigilii Bożego Narodzenia- paskudnie wtedy lało)- a do tego ugotowana zupka, zrobione zakupy i zebrane pranie. W liście (tym ze stołu) oprócz banalnego ‘kocham Cię’ i kilku innych zapewnień (które tak na marginesie bardzo mi się podobały) informacja o winie w lodówce i przekąsce na czas przed Jej przyjściem.
Zajrzałem więc do lodówki- a tam na talerzu, półkę wyżej od wczorajszego curry z kury- serce z krakersów ułożone. W środku serca na dodatek soft serek (full fat- taki jak lubię*)- żeby na krakersiki go nakładać. Moja żona jest the best (i ona nawet tego nie czyta, więc to nie jest podlizywanie się). Siedzę zatem na naszej wypierdzianej- choć zaledwie 8 months old- kanapie i chrupię krakersy. Cóż za… (zangielszczyłem się strasznie, bo trudno mi znaleźć odpowiednik dla słowa lovely) rozkoszne popołudnie.
Dziękuję za uwagę.
*a co do serków full fat- wszystko w wersji pierwotnej jest najlepsze moim skromnym zdaniem. Najlepsza jest zawsze pierwsza odpowiedź. Najlepsza jest kawa świeżo zmielona. Najlepsze truskawki prosto z krzaka i jajo prosto od kury. Ludzie za dużo kombinują- proste rzeczy mają najwięcej uroku. Tylko nie każcie mi pić mleka prosto od krowy.



kwiecień 19, 2008 @ 5:06 pm
najpiękniejszy wpis jaki moguam tu przeczytać, tak dalej, cute lovely and simple