A ja siedzę i siedzę i siedzę…
kwiecień 13, 2008
i patrzę jak Lel biegnie London Marathon na 2.05cośtam (a w tle wywiad z gościem, który biegnie mimo 101 lat na karku) i 72 letnia pani wali na stopa dookoła świata.
Paskudny dobrobyt. Wczoraj zapełniliśmy popołudnie (po całe 2 i pół godziny) seansem ‘Into the wild’. I film- mimo, że nieco kiczowaty (czego po produkcjach USA należy się spodziewać prawie zawsze)- całkiem nam się spodobał. Ewa nawet płakała (choć nie jest to raczej miernikiem niczego- płakała też na ‘Epoce lodowcowej’).
Muszę chyba wyjść na spacer, dotlenić się przed ośmioma godzinami pracy (od 22.00 w niedzielę do 06.00 w poniedziałek rano- witamy w Wielkiej Brytanii).



kwiecień 19, 2008 @ 5:10 pm
gdyby tak dostac rozgrzeszenie z pracy kurka na rzecz make love