wiosna, czy co…
kwiecień 19, 2008
…bo nie wygląda mi na wiosnę za bardzo.
Szczególnie, że czuję się jak w listopadowe popołudnie, gdy nic ciekawego nie zapodają w telewizji, a do wyjścia na spacer nie zmusi cię nawet pistolet przy skroni. Jakieś do dupy to wszystko. Muszę chyba częściej pisywać na blogu, żeby porównywać samopoczucie o różnych porach roku. Chociaż z drugiej strony okaże się pewnie, że potrzebuję leków na receptę z niebieskim paskiem. Nawet kilogram m&msów nie pomógł przez ten weekend. Pewnie jeszcze przegram całe 25 funtów, które postawiłem na Calzaghe w dzisiejszej walce i Kubicę w jutrzejszym GP w Hiszpanii.
Eddie Murphy to ma życie. Siedzi sobie w basenie, a dwie panie topless szorują mu plecy. Jeszcze mu pewnie za to płacą. Bastardo.
A link na dzisiejszy wieczór to enoughsenoug.org.



kwiecień 22, 2008 o 6:19 am
dokuadnie nicsie niechce nikomu
a troche jakby juz czuje wiosenna energie, zakwituy magnolie, pobiagauoby sie z aparatem, poszukauo rowea. ale bardziej jednak sie niechce,, znowu od trzech dni szarowa. ciepuo. hustawki nienastrojowe.
ty emenemsowy bracie, tutez suodkosci na tony i odstawianie lekow. sciskam cie mocno. mejlik sie pisze, be patient. gritinks